Jacek Kaczmarski - Blues Odysa
Jestem lump. Zga?? to ??wiat??o. Jaki diabe3 cie przys3a??.
Musze oczy otworzya, a ju?? spa??em, jak dziecko.
DokĂ?d jade - przed siebie. Nie widzia??e?? Odyssa?
Je??li chcesz, to powt??rze ci to samo po grecku.
Dziwisz sie, ??e tak m??wie? W ??rodku nocy mnie budzisz
Z walizami, z gitarĂ?... Kto ty jeste??, Segovia?
My??lisz sobie - w3??czega. Jestem lump, m??wiĂ? ludzie.
Co mnie ludzie obchodzĂ?. G??owe mam, jak na g??owniach.
Czy?by my??li bola??y? Ja ju?? pije niedu?o.
Jeszcze troche zosta??o. Nie czestuje, nie starczy.
W koncu jestem w podr???y. Te podr????e mi s??u?Ă?.
ZnajĂ? mnie boczne tory. Jak ka?dego - na tarczy.
Nie patrz w bok, patrz sie na mnie. Widze, ??e ci nieswojo.
Ale wszed??e??, to sied1 tu. Nie wypada inaczej.
Nie b??j sie, ja nie bije. Dzieci mnie sie nie bojĂ?.
Tylko matki sie brzydzĂ?. I nie dziwie sie raczej...
Wiec chcesz zostaa Segovi�? â??ycze mi??ej katorgi.
DziewieadziesiĂ?t lat z reki nie wypuszcza?? gitary.
Piszesz wiersze? A po co, nie wystarczy nam Norwid.
Kamizelka niewĂ?ska. Chwytasz ??ycie za bary.
Wszystkie miejsca zajete! To jest przedzia?? s??u?bowy.
Gdzie sie t3uczesz po nocy z zasmarkanym bachorem!?
Tutaj ja z Telemachem, mamy wa?ne rozmowy.
Zawsze znajdzie sie kto??, kto sie znajdzie nie w pore.
Ja sie myje, a cuchne. Trudno mya sie kikutem.
Tramwaj. Wiele lat temu. ZimĂ? mya sie niezdrowo.
Po co ja ci to m??wie? S??owa, d1wieki wyplute.
Z3??? poemat, Norwidzie. Zagraj Requiem, Segovio.
mia??em d??on, nie mam d??oni. mia??em dusze - ju?? nie mam.
Czysta potrzeb redukcja. Co niezbedne - to w grobie.
Ale o mnie nie m??wmy. Nieciekawy to temat.
Ty masz wszystko przed sobĂ?. Opowiadaj o sobie.
***
Zdaje sie, ??e przysnĂ???em. Gdzie jeste??my? Zn??w tutaj.
Musi tu bya sklep nocny. P??jde, sprawdze i wracam.
Daj??e spok??j, nie trzeba. Na co mi ta waluta?
O - niebieski Moniuszko... Bywaj, oddam w Itace...






