Jacek Kaczmarski - Ballada o powitaniu
Dzien jasny, chocia? mro1ny, s??once ??wieci z g??ry,
Niebo b3ekitne, ?adnej nie ma na nim chmury
Dumnie wisi nad portalem jakiej?? bramy
Napis bia??o-czerwony - "Serdecznie witamy"
Stali??my rzedem r??wnym wzd??u? g????wnej, ulicy
Uczniowie, matki, ?ony, ciecie, urzednicy
Szpaler milicji sprawnie nas zorganizowa??
By nie wystawa??a czyja?? reka albo g??owa
Tam, gdzie ja sta??em i macha??em spontanicznie
Sta??y dwa przedszkolaki wyglĂ?dajĂ?c ??licznie
One mia??y zrobia go??ciom "stop" nieprzewidziane
Bo nieprzewidziane by??o tez przygotowane
Po trzech godzinach z dala us3ysza??em wrzawe
Podnios3em chorĂ?giewke, zamacha??em z wprawĂ?
Temperatura wzros3a, podniecenie tak??e
ka??dy sie pcha do przodu, palcem w oku babrze
Lecz to dopiero pilot, pieciu milicjant??w
Dwudziestu tajnych pan??w, ot w razie awantur
Potem samoch??d jeden, drugi, potem trzeci
Potem wojskowy gazik z prasĂ?, radiem leci
LecĂ? do g??ry czapki - to ju?? nie przelewki
WitajĂ? go??cia papierowe chorĂ?giewki
Dojrza??em ko3nierz, ucho i brew kedzierzawĂ?
B3yszczĂ?cy he3m, lecz to ju?? chyba kto?? z obstawy
Z dzieami nic nie wysz??o - jedno sie speszy??o,
Drugie swĂ? kokardke czerwonĂ? zgubi??o
Wiec nim znaleziono co?? zamiast kokardki
Go??cia porwa?? dalej prĂ?d wydarzen wartki
Jednej minuty nawet wszystko to nie trwa??o
Co by??o - przesz??o znik??o, z wiatrem ulecia??o
T3um sie miesza, kreci, t3umem bya przestaje
Na opustosza??ym placu milicjant zostaje
Wiecz??r zapada szybko, koniec mojej ??piewki
WalajĂ? sie po ziemi papierowe chorĂ?giewki
P??3-smetnie, a p??3-??miesznie zwisa z jakiej?? bramy
Napis bia??o-czerwony : "Serdecznie, witamy"...






